Zuchwale powiem, że wiem, co przeszkadza w nauce. Tak, tak! Nie chwytajcie się za głowę! Uczę od kilkunastu lat siebie i innych, więc swoje spostrzeżenia mam i z chęcią się nimi podzielę. Bo mogę. Przejdźmy do meritum. Shall we?

PERFEKCJONIZM
No ale jak to? Przecież im więcej i dokładniej tym lepiej, co nie?! Jestem przekonana, że zaangażowanie i samodzielność w nauce są bardzo ważne. Jednak stawianie sobie nierealistycznie wysokich standardów przy jednoczesnym braku akceptacji błędów, nie sprzyja rozwojowi. Powiedziałabym raczej, że go blokuje. Wielu moich uczniów na początku naszej współpracy mega się stresuje własnymi pomyłkami w języku, którego dopiero się uczą. Są też tacy, co wolą w ogóle się nie odzywać, jeśli nie mają stuprocentowej pewności, że ich wypowiedź jest nieskazitelna. Seneka pewnie w grobie się właśnie przewraca, bo przecież mylić się jest rzeczą ludzką! A, co mówił Einstein? Że „Osoba, która nigdy nie popełniła błędu, nigdy nie próbowała niczego nowego.” Zgoda na niedoskonałość umożliwia otworzenie całej masy drzwi, które pozostaną zatrzaśnięte, jeśli tylko obawiamy się nacisnąć klamkę w obawie, że stoi za nimi mały gnom, który wali lagą w łeb. Także możemy stać w miejscu i nie popełniać błędów, a możemy też przechodzić przez kolejne pary drzwi, czasem zyskując kilka guzów na głowie, ale koniec końców posuwając się na przód. To co? Naciskamy na klamki!
NASTAWIENIE
Wbrew pozorom powód dla którego chcemy się uczyć ma ogromne znaczenie. Przez lata pracy z ludźmi zauważyłam, że część z nich nie uczy się, dlatego że naprawdę tego chce, a dlatego, że czuje presję otoczenia, chce dostać awans, zmienić pracę lub żyje w przekonaniu, że bez angielskiego nie da się podróżować. I niby wszystko OK, ale znajomość języka obcego nikogo nie zbawi. Owszem – może ułatwić życie. Tak samo jak znajomość hiszpańskiego czy czego tam innego. Znam osoby, które nie mówią po angielsku, a mają swoje firmy, podróżują i są szczęśliwie :). Warto uświadomić sobie, że nauka z przymusu nie dość, że nie będzie skuteczna, to jeszcze może nas unieszczęśliwić. Poważnie – przecież robienie czegoś czego się nie lubi przez kilka godzin tygodniowo, nieźle może zryć banię. Także to co nami powoduje ma ogromne znaczenie – o ile łatwiej i przyjemniej robi się coś, co sprawia przyjemność. Może warto zastanowić się, dlaczego tak naprawdę się uczymy i czy w ogóle tego chcemy?
SAMODZIELNOŚĆ
Miewam klientów, którzy zapytani o jakieś słówko odpowiadają, że go nie znają, bo jeszcze go nie przerabialiśmy. Myślę, że poleganie wyłącznie na drugiej osobie, zero poszukiwań na własną rękę, zero samodzielnej pracy, to nic innego jak nakładanie na siebie blokad. Z wieloletniego doświadczenia wiem, że im kursant jest bardziej samodzielny tym szybciej i efektywniej się uczy. Nie poświęca wówczas lekcji na rzeczy, które sam z łatwością może sprawdzić. Powiedzmy sobie szczerze – sprawdzenie, jak jest po angielsku „dom”, nie wymaga wielkich kompetencji. Wobec tego po co mamy czekać kilka dni, aż mistrz powie nam, jak przetłumaczyć jakiś wyraz? Nie! Przeczesujemy internety i szukamy ciekawych narzędzi do nauki. Sami najlepiej wiemy, co lubimy :).
Na dzisiaj to wszystko, ale z pewnością już niedługo pojawi się kolejny artykuł z tej serii. Mam nadzieję, że tych kilka skromnych spostrzeżeń pomoże chociaż jednej osobie poprawić jakość nauki. Tymczasem elo!
Pozdrawiam
Ania – Umiem po Angielsku